Miłosierdzie Boże


działka miłosierdzia
  • Zaufaj Bożemu Miłosierdziu!
  • Dokładnie półtora roku temu powierzyłam swoje życie Bożemu Miłosierdziu. Zacznę jednak od początku.

    Przez ostatnie pięć lat miałam ciągły problem ze znalezieniem pracy. Studiowałam zaocznie i szukałam zajęcia. Nikt mnie jednak nie potrzebował… Inni zaczynali pracować, a ja ciągle szukałam. Przeżywałam koszmar i gdyby nie oparcie w rodzinie, to być może dziś by mnie nie było wśród żywych... Miałam wtedy tylko jedno zajęcie – wolontariat. Wprawdzie taka charytatywna działalność dawała mi satysfakcję, ale przecież nie mogłam być ciągle na utrzymaniu rodziców. Modliłam się więc do Boga o pracę, wciąż jednak mając wrażenie, że On mnie nie słyszy.
  • On naszym sterem, żeglarzem, okrętem…
  • Od ośmiu lat jestem szczęśliwą mężatką. Cztery lata temu zaszłam w ciążę, która już od czwartego miesiąca była zagrożona. Lekarz zalecił mi leżenie i stanowczo zakazał wykonywania jakichkolwiek czynności. Dostosowałam się do tego, jednakże moja ciąża mimo to stawała się coraz bardziej zagrożona. Trafiłam w końcu do szpitala. Modliłam się do Matki Boskiej o łaskę dla mnie i dla dziecka, które miałam urodzić. Najświętsza Panienka wysłuchała mnie i urodziłam zdrowego synka. Jednakże po tym wydarzeniu moja wiara i ufność osłabły – wymodliłam to, o czym marzyłam, i odsunęłam się od Boga. Modlitwa i uczestnictwo we Mszy św. oraz życie według przykazań zajęły w moim życiu rolę drugoplanową. Zapomniałam o Bogu…

  • Bóg jest miłością (Deus caritas est)
  • Ojciec Święty Benedykt XVI zdecydował się na niekonwencjonalny krok: jako pierwszy papież napisał komentarz do własnej encykliki. Jego tekst, dołączony wraz z encykliką Bóg jest miłością (Deus caritas est) do ostatniego numeru włoskiego pisma Famiglia Cristiana, zamieszczamy poniżej.
     
  • Najlepsza rzecz, jaka mi się przytrafiła!
  • Na początku nauki w liceum w moim życiu nastąpiły zmiany. Wcześniej godzinę spędzoną w kościele na Mszy św. traktowałam jako czas na bujanie w obłokach. Jednak kiedy zaczęłam chodzić do liceum, które znajdowało się naprzeciwko kościoła, tak jak większość uczniów rozpoczynałam każdy nowy dzień w domu Pana. Potem razem szliśmy na lekcje.
  • Nadzieja na lepsze jutro
  • Trudno mi powiedzieć, kiedy zaczął się mój kontakt z Bogiem. Urodziłem się i wychowałem w rodzinie głęboko wierzącej. Problemy zaczęły się na przełomie szkoły podstawowej i średniej. Wiadomo, okres dojrzewania to trudny czas dla młodego człowieka. Pojawia się wtedy wiele pokus, którym ogromnie trudno się oprzeć. Każda, nawet najmniejsza, przygoda odgrywa wówczas ważną rolę w życiu nastolatka. To doskonały moment dla szatana, który aż się pali do tego, aby odebrać Bogu Jego dzieci i sprowadzić je na złą drogę.

  • Miłosierdzie Boże uratowało moją rodzinę
  • Jestem żoną alkoholika, matką czwórki dzieci. Przez wiele lat borykałam się z problemem alkoholizmu mojego męża, użalając się nad sobą, cierpiąc, płacząc i uciekając od innych osób w samotność; nigdy jednak nie zaniechałam modlitwy. Różna ona była – prosiłam m.in. o trzeźwość swego męża, ale nie umiałam w pełni zaufać Bogu. Przed dziesięcioma laty trafiłam ze swoimi problemami do grupy samopomocowej Al-Anon – dla osób żyjących z ludźmi uzależnionymi od alkoholu. Podjęłam tam pracę nad sobą, swymi reakcjami oraz nad swoim życiem duchowym. Dopiero po wielu latach zrozumiałam, że ja sama jestem bezsilna wobec innej osoby, wobec alkoholizmu swego męża, że mogę wpływać tylko na samą siebie i na dzieci – przez swój dobry przykład.

  • Choćby po ludzku wszystko było stracone…
  • W ostatnie wakacje razem z synem pielgrzymowałam do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. W żarliwej modlitwie polecałam Jezusowi całą swoją rodzinę.
  • Jeśli kto chce pójść za Mną...
  • Jedyna droga, która zaprowadzi człowieka do zjednoczenia w miłości z Bogiem, jest drogą krzyża, w ciemnościach wiary. I tylko ci wspinają się nią na szczyt doskonałości, którzy wyzbyli się wszystkiego, co mogłoby ich ciągnąć w dół, i pozwalają prowadzić się Chrystusowi. „Jeśli kto chce pójść za Mną – mówi Jezus – niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!”  (Mk 8, 34).

  • Pan Bóg wie, co jest dla nas dobre
  • Pragnę z całego serca podziękować Jezusowi Miłosiernemu i Matce Bożej Nieustającej Pomocy za uzdrowienie mnie z astmy oskrzelowej, umocnienie mojej wiary oraz za to, że moja modlitwa stała się radością.
  • Najpiękniejszy Dar na Boże Narodzenie
  • Gdy pisałam swoje poprzednie świadectwo, opublikowane w numerze 4/2004, byłam w drugim miesiącu ciąży. Początkowo dziecko było zagrożone, istniało ryzyko poronienia. Swój lęk oddałam Jezusowi, prosząc Go o opiekę nad maleństwem. Bardzo mocno wierzyłam w to, że będę mogła urodzić tak długo oczekiwane dziecko, zwłaszcza że gdy byłam już w czwartym miesiącu, lekarz wyrażał przekonanie, iż wszystko będzie dobrze. Wkrótce potem znalazłam się jednak w szpitalu – pojawiły się u mnie przedwczesne skurcze.

  • Boże Narodzenie Siostry Faustyny
  • Boże Narodzenie było zawsze czasem szczególnej, duchowej więzi siostry Faustyny ze Świętą Rodziną, nigdy też nie miała odczucia, że świat zewnętrzny utrudnia jej przygotowanie się do świąt. W 1934 roku pisała:

  • Może On mnie nie słyszy?
  • Jestem mężatką od 11 lat. Nasz związek jest udany, ale przez wiele lat cierpiałam – bardzo pragnęłam dziecka, a miałam za sobą cztery poronienia. Modliłam się do Boga, prosiłam, w końcu poczułam do Niego żal: za co, dlaczego mnie tak doświadcza? Przestałam się modlić. Życie jakoś się ułożyło, zapomniałam o dziecku, poszłam do pracy i jakoś tak toczył się dzień za dniem. Opiekowałam się bardzo chorą kobietą, która potrzebowała ciepła drugiej osoby. Pielęgnowałam ją w jej mieszkaniu, więc pewnego dnia zobaczyłam, że mój pracodawca wyrzuca do kosza na śmieci święte obrazki. Zapytany, dlaczego to robi, odparł, że widocznie Boga nie ma, skoro jego żona jest tak bardzo chora. Miał żal do Pana. Wyjęłam obrazki ze śmietnika, zabrałam je ze sobą do domu i powiesiłam na ścianie – są tam do tej pory. Wróciłam do modlitw – tym razem gorąco i mocno prosiłam Jezusa nie za siebie, ale za tę chorą kobietę.